Ruszyłam w stronę hotelu. Starałam się zapamiętać wszystko co widzę, każdy szczegół. Widziałam małżeństwa z dziećmi, kilka zakochanych par, a nawet samotnych ludzi, takich jak ja. Nigdy nie byłam w poważnym związku. Nigdy nikogo nie kochałam. Nagle usłyszałam, że w torebce dzwoni mi telefon. Wyrwałam się z zamyślenia, wyciągnęłam go i spojrzałam na ekran. To była Roxana. Czyżby się stęskniła?
- Cześć, Roxy - powiedziałam radośnie, kiedy tylko odebrałam.
- Witaj Lacey. Jak się miewasz? - zapytała nieco ponurym głosem, co mnie zmartwiło.
- Wszystko w porządku, a jak u Ciebie? - spytałam zaniepokojona.
- Chyba ok, tylko jest mi troszkę smutno - odpowiedziała cicho.
- Co się stało? - martwiłam się coraz bardziej.
- Mój pies, Tofik, ma raka. Dowiedziałam się o tym dwie godziny temu. Płakałam. Martwię się. Poza Tobą on jest moim najlepszym przyjacielem. Boję się, że go stracę. Nawet mamie jest smutno. Przepraszam, że Ci przeszkadzam, bo wiem, że to Twój szczęśliwy wyjazd, ale potrzebowałam się wygadać - wyznała.
- Jeju, Roxy, tak mi strasznie przykro. Jestem pewna, że weterynarz spróbuje pomóc Tofikowi. Ma jakiś pomysł, prawda? - byłam w szoku. Z jednej strony Roxy troszkę za bardzo dramatyzowała, a z drugiej wiem, ile to zwierzę dla niej znaczy. Starałam się ją zrozumieć.
- Chyba ma jakiś pomysł. Myślę, że spróbuje go leczyć. Zobaczymy, co z tego będzie. Smutno mi po prostu, bo nie lubię, gdy ktoś dla mnie ważny cierpi - odpowiedziała Roxy.
- Rozumiem, kochana. Ale jestem pewna, że weterynarz coś wymyśli, to dobry lekarz. Bądź przy Tofiku. To silny i dobry piesek i na pewno go nie stracisz. Głowa do góry, Roxy! - starałam się ją pocieszyć, chociaż wiedziałam, że może nie być tak dobrze. Kilka lat temu moja mama także straciła psa. Zwierzęta czasem znaczą dla kogoś tyle, ile mógłby znaczyć drugi człowiek.
- Dziękuję za wsparcie, Lacey. Zawsze mogę na Ciebie liczyć. Już mi lepiej. Muszę kończyć. Baw się dobrze, papa - rzekła Roxana i rozłączyła się.
Przez chwilę stałam w miejscu. Dopiero po kilku sekundach zebrałam się w sobie i szłam dalej. Roxana była dla mnie bardzo ważna i zawsze martwiłam się jej problemami.
W końcu doszłam do hotelu. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i ruszyłam w kierunku schodów. Szłam powoli po drewnianych stopniach do góry. Otaczały mnie czerwone ściany. Wnętrze prezentowało się ładnie, było urządzone dość gustownie. Doszłam na swoje piętro i ruszyłam w kierunku pokoju. Wyjęłam klucz z torebki i weszłam. Rzuciłam torbę w kąt i opadłam na łóżko. Miałam w głowie lekki bałagan. Myślałam o Roxy, o rodzicach, o tym co mnie czeka w przyszłym roku szkolnym i o tajemniczym chłopaku. Zastanawiam się, jak ma na imię, ile ma lat, choć na oko można stwierdzić, że jest w moim wieku lub rok starszy. On mi się spodobał. Uświadomiłam to sobie dopiero teraz. To było krótkie spotkanie, ale wystarczyło. Nie kojarzę go ze szkolnych korytarzy, ale to nic. Ze świata rozmyślań wyrwał mnie głos mamy.
- Lacey, dobrze się czujesz? Wyglądasz na zmartwioną - zapytała z troską w głosie mama.
- Wszystko jest dobrze, mamo - uśmiechnęłam się. To była prawda. Nie jestem zmartwiona. To mój wyjazd i nie mogę myśleć o tym, co czeka mnie po powrocie do domu. Muszę się odciąć od monotonnej codzienności w moim mieście.
- Przebiorę się tylko i możemy iść na kolację - oznajmiła mama. Wyjęła ze swojej torby czarną bluzkę i jeansy, a potem ruszyła w stronę łazienki.
Zostałam w pokoju z tatą, ale i on wyszedł, aby wykonać jakiś ważny telefon. Napisałam smsa do Roxany.
- Wszystko ok? - napisałam.
- Chyba tak - odpisała po kilku sekundach.
Ulżyło mi. Roxana jest dla mnie bardzo ważna i nie wiem co bym zrobiła, gdybym jej nie było. Po około dwóch minutach wrócił tata i zajął miejsce na swoim łóżku.
- To łóżko jest takie wygodne. Lubię to miejsce - odezwał się tata.
- Tak, też mi się tu podoba - odpowiedziałam.
- Lacey, wszystko w porządku, prawda? - zapytał.
- Tak, oczywiście, dlaczego pytasz? - rzekłam.
- Momentami wydajesz się rozkojarzona, zmartwiona, troszkę smutna. Ale jeśli mówisz, że wszystko dobrze... - stwierdził tata.
- Tato, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jestem szczęśliwa - zapewniłam go.
W tej samej chwili mama wyszła z łazienki. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie czarną bluzkę, jeansy i buty na koturnie. Jej blond włosy luźno opadały na ramiona. Pomimo swojego wieku wyglądała dość młodo i była bardzo ładną kobietą. Uśmiechnęłam się. Tata podszedł do mamy i razem wyszli z pokoju. Ruszyłam za nimi. Przypomniałam sobie jednak, że zapomniałam torby.
- Mamo, tato, muszę wrócić się po torbę. Dołączę do was na dole - powiedziałam.
- W porządku, pośpiesz się - odpowiedziała mama.
Wróciłam się do pokoju szukając wzrokiem torebki. Leżała pod łóżkiem. Wzięłam ją, zamknęłam pokój na klucz i pośpiesznie ruszyłam w kierunku schodów. Gdy byłam już na dole rodzice rozmawiali z obsługą hotelu. Śmiali się z czegoś. Podeszłam do nich, kiedy skończyli.
- Jestem - oznajmiłam.
- Wspaniale, a więc chodźmy - odpowiedziała mama.
Poszliśmy w kierunku restauracji. Przy wejściu powitał nas dobrze ubrany kelner. Ściany były kremowe, a co jakiś czas zawieszono bogato ozdobione maski. Stoły i krzesła zrobione zostały z drewna. Całość dobrze się prezentowała. Wybraliśmy stolik z samego tyłu sali i usiedliśmy. Ten sam kelner przyniósł nam menu. Mama zamówiła kurczaka z sałatką, tata pierogi z kapustą i grzybami, a ja rybę z frytkami.
- Lacey, razem z tatą musimy coś ci powiedzieć. To ważne. Czekaliśmy z tym trochę, bo chcieliśmy, aby to była wyjątkowa chwila. Czyli właśnie teraz - zaczęła mama.
- W porządku, o co chodzi? - zapytałam zaciekawiona.
- Jestem w ciąży. Będziesz mieć rodzeństwo, kochanie - odpowiedziała mama.
- Co? - spytałam z niedowierzaniem. Mama jest w ciąży. To wyjaśnia dlaczego przed wyjazdem często źle się czuła. Będę mieć rodzeństwo. Już nie będę jedyną, ukochaną córeczką mamusi. Bałam się, że dziecko będzie dla rodziców ważniejsze niż ja. Nie wiedziałam, jak zareagować. To miało złe i dobre strony. Będę siostrą. Ale i względy rodziców przejdą na moją siostrę lub brata. Moje uczucia były bardzo mieszane. Postanowiłam się opanować, przemyślę wszystko później.
- Cóż...to dobrze. Jeśli wy się cieszycie, to ja też - powiedziałam.
W tym samym czasie kelner przyniósł jedzenie. Zjedliśmy w milczeniu, a potem rozeszliśmy się. Rodzice wrócili do pokoju, a ja zdecydowałam, że pójdę się przejść na wieczorny spacer po plaży. Potrzebowałam trochę czasu dla siebie, żeby wszystko przemyśleć.
Zwrot akcji. I to ciekawy :) Nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił. Dialogi brzmią jak te z M jak Miłość. Może troszkę więcej luzu (realizmu)? Zdziwiła mnie też choroba psa. Ja dałbym coś innego, ale to twój tekst :) Nie będę pisał o postępie, bo o tym wiesz. Oby tak dalej.
OdpowiedzUsuńTriste Cordis